19. dołek, czyli co Miss Holandii ma do „Mad Maxa”

19. dołek, czyli co Miss Holandii ma do „Mad Maxa”

Oto najbardziej niezwykłe pola golfowe na świecie. Tee w RPA, na które można się dostać tylko helikopterem. Browny utwardzane ropą naftową. Golfowa oaza na pustyni w Nevadzie. Turniej na Grenlandii.

Świat golfa poświęca 19. dołkowi niezwykle mało uwagi. Nie dostrzega wzbierającego w nim, gotującego się potencjału. Wycofani z natury i dobrze ułożeni golfiści traktują go bez nadmiernej egzaltacji, czy metafizycznych uniesień. Tym samym, 19. dołek staje się nijaki i trywialny. Może być wszystkim i niczym zarazem. Ot, przybrać może choćby postać knajpy, do której wpada się po długiej rundzie, grupy w serwisie nasza-klasa, bądź budki z klubowymi pamiątkami. 19. dołek może się kojarzyć ze wszystkim, za wyjątkiem 19. dołka na polu… A taki właśnie oferuje pole Legend Golf w RPA.

Hole-in-one za milion dolarów
Tam, po zagraniu 18. dołka, na golfistę czeka dodatkowy, dziewiętnasty. Ten bonusowy par 3 nosi wielce niepokojącą nazwę „Xtreme 19th” i niewątpliwie wyróżnia się na tle innych dołków. Na przykład z powodu swojej długości – green jest oddalony od tee o 361 metrów (maksymalna odległość dla par 3 dopuszczona przez USGA to 228,6 m). Albo dlatego, że zamiast meleksem, do tee położonego na szczycie góry Hanglip (1 719 m n.p.m.) dociera się helikopterem. Z góry roztacza się niezrównany widok na okoliczny rezerwat przyrody Entabeni. Dostrzec też można niewielką zieloną plamę przypominającą kontur Afryki. To green, znajdujący się 430 metrów poniżej. Za hole-in-one gracz otrzyma premię w wysokości miliona dolarów. Szczęścia próbował pod koniec zeszłego roku sam Sergio Garcia. Premii nie otrzymał. Zaś bawiące tam pretendentki do tytułu Miss World próbowały szczęścia w zgoła odmiennej dyscyplinie, lecz 19. dołek i na nich wywarł niezatarte wrażenie.

Obrzydliwa anomalia, znamię na twarzy Natury
Znać, góra Hanglip przyciąga zarówno golfistów, jak i piękne kobiety. Podobny magnetyzm musi emanować ze skądinąd nieprzyjaznego zakątka Australii, jakim jest Nullarbor. Nazwę tłumaczy się jako „żadnych drzew”. Oczywiście nazwa to wielce znacząca, gdyż w istocie żadnych drzew tam nie ma – to jedna z najbardziej jałowych i niegościnnych krain na Ziemi. Płaska pustynia przechodząca w rzadką sawannę rozciąga się na odcinku 1 200 km wzdłuż Eyre Highway, nazwanej tak na cześć Edwarda Johna Eyre – pierwszego Europejczyka, który przemierzył to pustkowie i przeżył. Opisał je w 1841 roku jako „obrzydliwą anomalię, znamię na twarzy Natury, rodzaj miejsca, które może się przyśnić w koszmarnym śnie”. Właśnie tutaj przedsiębiorczy Australijczycy budują pole golfowe ciągnące się na odcinku 1 365 km (słownie: tysiąc trzysta sześćdziesiąt pięć kilometrów). To 18-dołkowe pole stanie się już niebawem najdłuższym na świecie. Średni dystans oddzielający poszczególne dołki, to 80 km. Ukończenie Nullarbor Links przewidziane jest na 29 września 2009 roku.

Nimfa z Nullabor
Wspomniałem o kobietach. No właśnie, Nullarbor w latach 1970-71 miało swoją nimfę. Wówczas to wielokrotnie obserwowano urodziwą dziewczynę o jasnych włosach, która nago wędrowała po równinie w towarzystwie kangurów. Z czasem okazało się, że była to mistyfikacja, a tajemniczą nimfę z Nullarbor zidentyfikowano jako 17-letnią modelkę Janice Beeby. Nullarbor pozostaje do dziś synonimem ekstremalnych warunków panujących w niektórych częściach Australii. Legendy o błędnych jeźdźcach, oszalałych konduktorach, psychopatycznych kierowcach i nieszczęśliwych rozbitkach zna każdy Australijczyk, dlatego na plakietkę „Przebyłem Nullarbor” trzeba naprawdę ciężko zapracować. Gdyby jednak golfiście grającemu na Nullarbor Links wciąż brakowało wrażeń, może odnaleźć biegnący w pobliżu „Dog Fence” – płot odgradzający południowo-wschodnią część kontynentu, którą zamieszkują ludzie, od reszty kraju, zamieszkanej przez psy dingo i inne dzikie stworzenia (a także wszystkich tych, których mieszkańcy południowego wschodu nie zaliczają do gatunku ludzi). Następnie wystarczy przespacerować się wzdłuż tego prymitywnego ogrodzenia w kierunku północno-wschodnim, by po jakichś 500 km dotrzeć do następnego niezwykłego pola – Coober Pedy Opal Field Golf course.

Pole katastroficzno-cyberpunkowe
Pole znajduje się w pobliżu Równiny Księżycowej, krainy słynącej z tego, że kręcono tu „Mad Maksa”, „Priscillę – królową pustyni”, „Czerwoną Planetę” i kilkadziesiąt innych kultowych filmów katastroficzno-cyberpunkowych. Zresztą katastroficzno-cyberpunkowe są tam same warunki życia. Nullarbor to bułka z masłem w porównaniu z Coober Pedy Opal Field i Moon Plain. Tutaj ziemia naprawdę niczego nie rodzi, zaś ludzie żyją w wykutych pod nią jaskiniach. W nich śpią, jedzą, modlą się i kupują sprzęt golfowy. To, co ich przyciąga do tego piekła, to opale, których akurat, jak na ironię, jest tu mnóstwo.
Pole Coober Pedy Opal Fields Golf course w najmniejszym stopniu nie przypomina zadbanego szkockiego trawnika z oczkami wodnymi. W rzeczy samej, jest jego przeciwieństwem. W golfa gra się tutaj wyłącznie dlatego, że ludzie (w tym nawet kilku golfistów) charakteryzują się wysoko rozwiniętymi zdolnościami adaptacyjnymi. Do nielicznych luksusów należą browny utwardzone ropą naftową – żeby się nie kurzyły i jakoś odróżniały od bunkrów.

Golf na lodzie

Adaptacyjnym zdolnościom ludzi (w tym nawet kilku golfistów) zawdzięczamy też istnienie innego ekstremalnego pola, Uummannaq na Grenlandii. Na tej niewielkiej wysepce leżącej niemal 600 km na północ od koła podbiegunowego, 11 lat temu pierwszy raz rozegrano World Ice Golf Championship. Lodowe pole przygotowane przez duńskiego architekta Rolfa-Henninga Jensena, co roku w marcu gości kilkudziesięciu zimnolubnych zapaleńców rozgrywających partyjkę 36 dołków. Do wątpliwych atrakcji można zaliczyć temperaturę, która czasem spada do -50 stopni oraz pewne prawdopodobieństwo trafienia piłeczką w niedźwiedzia polarnego (uderzenie niepremiowane).
Przyszłość tej widowiskowej imprezy rysuje się jednak niewesoło z powodu ocieplenia klimatu. Naukowcy dowiedli, że grenlandzkie lodowce topnieją znacznie szybciej, niż się spodziewano. Co za tym idzie, zagrożone stają się wszystkie dołki z taką starannością zaprojektowane przez Jensena. Zresztą, nie tylko one mogą zniknąć. Obawy budzi także los wyspiarskiego państewka Tuvalu (znanego ze sprzedaży internetowej domeny internetowej „tv”). Okazało się bowiem, że cała woda z Grenladii płynie właśnie do Tuvalu. Ale czy na pewno cała? Otóż więcej wody wypływa z Grenlandii, niż dopływa do Tuvalu. To trochę jak z gazem z Rosji. Więcej wypływa, mniej dopływa. A więc, gdzie podziewa się reszta?

Wieloryb ratuje przed powodzią
Odpowiedź brzmi: w stanie Nevada. A konkretnie w niewielkiej miejscowości Mesquite. Bo tam, w księżycowym krajobrazie pustyni mieści się cudownie zielone, 18-dołkowe pole Wolf Creek. Na codzienną pielęgnację trawy zużywa się całą tę wodę, której złowrogie widmo unosi się nad Tuvalu, Malediwami i Holandią. A właśnie w Holandii, w miejscowości Amersfoort planowana jest budowa największego na świecie pola golfowego pod dachem. Architekci z pracowni Zwarts en Jansma chcą plastikowym dachem przykryć 14 hektarów zielonego terenu przeznaczonego dla golfistów. Oglądany z profilu, projekt holenderskich architektów przywodzi na myśl wieloryba. Czyżby to był wieloryb, który uratuje holenderskich golfistów przed wielką powodzią?
Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że w Amersfoort urodziła się i wychowała Deniz Akkoyun, obecna Miss Holandii, która parę miesięcy temu bawiła na górze Hanglip podczas wyborów Miss Świata. Dokładnie w tym samym momencie, w którym Sergio Garcia próbował zgarnąć milion dolarów za strzał do ekstremalnego 19. dołka.

Krzysztof Miękus,
Tekst pochodzi z najnowszego numeru magazynu Golfmania.

 

 

dodajdo.com
Strona główna