Timothy Hyland, po polsku: golfmaniak

Timothy Hyland, po polsku: golfmaniak
Pasja, obsesja, mania…
Grał i rozmawiał: Michał Kukawski
W ciągu roku rozgrywa 120-150 rund, nierzadko dwie w ciągu dnia. Nie ma w Polsce drugiego golfisty, który widział tyle pól golfowych, co on. Dużo podróżuje. Jeździ jednak tylko tam, gdzie można grać. Ma szczęście, bo połączył przyjemne z pożytecznym: pasję, czyli golf, z pracą - ma agencję turystyczną. Jest typowym golfmaniakiem. Tylko on mógł umówić się ze mną na golfa w zimie i to w dodatku na godzinę 19.oo.
Wybór padł na Pebble Beach Golf Links w Kalifornii – to jedno z ulubionych pól golfowych Timothy’ego Hylanda. – Grałem tam ostatnio w sierpniu ubiegłego roku. Jest jednym z najpiękniejszych na świecie, położone nad samym oceanem. Ma szybkie greeny i fairway’e – opisał mi swój „golfowy raj” Mistrz Polski Mid-Amatorów z 2007 roku.
Słoneczna Kalifornia
Czy udało nam się choć trochę poczuć prawdziwe Pebble Beach, grając na konsoli gier w najnowszą wersję „Tiger Woods”? Grafika nas powaliła. Dobraliśmy warunki pogodowe, szybkość greenów, siłę wiatru. Przyszedł czas na golfistów. Ja grałem Jimem Furykiem, Timothy postawił na Adama Scotta. – Kiedyś czytałem jego tekst ze wskazówkami dla graczy. Była tam mowa między innymi o tym, by szerzej rozstawiać nogi przy wybiciu z tee. I od tamtej pory lepiej wychodzi mi drive – uzasadnił swój wybór Amerykanin, od lat mieszkający w Polsce. Do naszego kraju przyjechał w latach 70 na studia. Później wyjechał z Polski, by ponownie wrócić w latach 90. Ma tu swoje biuro podróży. – Zaczynałem z jednym pracownikiem, teraz mam 39-ciu.
Przez pierwsze dołki zapoznawaliśmy się z opcjami i możliwościami gry. Więc nie szło nam najlepiej. Wirtualni komentatorzy relacjonujący naszą grę na pierwszym dołku (par 4), skwitowali ją jednym zdaniem: „That hole was a total mess” („Ten dołek był totalną porażką”). Hyland, śmiejąc się, przyznał im rację. W Pebble Beach Golf Links grał dwa razy. Za pierwszym razem dołek nr 1 skończył zgodnie z par, za drugim zagrał bogey. Tym razem miał +6, ja skończyłem dwoma powyżej par.
Już na pierwszym dołku mój przeciwnik… przepraszam – mój rozmówca przyznał, że wirtualne pole jest idealnie odwzorowane. – Nawet te fale rozbijające się o brzeg - tak właśnie to wygląda w rzeczywistości. W rzeczywistości to ja miałbym +6 stojąc na drugim tee, a nie Mistrz Polski. Ale takie są prawa gry komputerowej… Więc gramy dalej i rozmawiamy. – Moim ulubionym dołkiem na tym polu jest siódemka. Taki krótki dołek, około 100 yardów. Nie, zaraz. Ósemka jest najlepsza! Siódemka to fajny wstęp, ale dopiero ósemka to jest to, co lubię – dog-leg w prawo i to na samej skarpie, po prawej ocean. Piękny i trudny dołek. Miałem putt na eagle. Trafiłem! Natomiast Hyland – prawdopodobnie zdekoncentrowany swoją opowieścią - na drugim dołku (par 5) zrobił bogey. Różnica naszych wyników sięgnęła siedmiu uderzeń. Czy to wystarczy, by wygrać z Mistrzem?
- Runda tutaj kosztuje 520$, a do tego jeszcze dolicz jakiś posiłek, zakupy w pro shopie i wychodzi astronomiczna suma. Ale to i tak nic. Są miejsca gdzie nie zagrasz, bez względu na to, jakie miałbyś pieniądze. Jeśli nie zostaniesz zaproszony na pole przez członka klubu, to nie zagrasz i tyle. – wyjaśnił mi Hyland i wybił piłkę z tee. Dołek wydawał się prosty - ponad 300m, par 4. Jednak na środku fairway’a, mniej więcej w połowie drogi między tee, a dołkiem, znajdował się wielki bunkier. Inne całkowicie okalały green. Ten na środku udało mi się ominąć, wpadłem natomiast do tego po lewej stronie greenu. Adam Scott po raz pierwszy (i nie ostatni) był lepszy od Furyka. I od tego momentu moja przewaga nad Timothy Hylandem przestała się zwiększać. Amerykanin zastanawiał się, czy uda mu się utrzymać tendencję. – Za drugim razem poszło mi lepiej – zagrałem 81. Za pierwszym razem miałem lepszy początek – dobrze zagrałem kilka pierwszych dołków, ale później zacząłem psuć i skończyłem z wynikiem 89.
Made in Polska
Gdy opanowaliśmy podstawowe funkcje gry, wszystko zaczęło iść płynniej, więc mogliśmy więcej porozmawiać. Odkładając na później opowieści o najpiękniejszych polach świata, zapytałem mojego przeciwnika o pola golfowe w Polsce – na których lubi grać, które według niego są najlepsze i dlaczego. – Jest kilka pól, które lubię. Dla mnie Rosa (Private Golf Club pod Częstochową – przyp. red.) jest najlepszym polem w Polsce - w bardzo dobrym stanie i ciekawie zaprojektowane. Jest też dość trudne, trzeba naprawdę dobrze grać i znać to pole, żeby mieć przyjemność z gry. Powtarzam - trzeba je dobrze znać, bo żeby mieć zadowalający wynik, należy celować w pewne określone miejsca. Musisz dużo kombinować, do każdego dołka podchodzić strategicznie – jest tam dużo wody, bunkrów i łatwo popełnić błąd. Poza tym nie ma drzew, więc trzeba brać poprawkę na wiatr, który akurat tam często daje się we znaki. Drugi jego typ to pole Toya w okolicach Wrocławia. Pochwalił je za stan i projekt. - Choć niektórzy uważają, że jest polem trudnym, to dla mnie jest jednak łatwiejsze od Rosy. Daje więcej przyjemności zwłaszcza tym, którzy nie grają bardzo dobrze.
I tak – prawie niezauważenie – pokonaliśmy piąty dołek boskiego Pebble Beach. Hyland ponownie miał par, a ja znowu bogey. Moja przewaga topniała…
- Lubię też grać w Rajszewie (First Warsaw Golf & Country Club – przyp. red.) – przyznał Hyland. – Ale to pole jest z roku na rok w coraz gorszej kondycji. Nic się tam nie dzieje, żadnych inwestycji. Zapytałem więc o Postołowo, które w ubiegłym roku gościło zawodników EPD Tour podczas Polish Open i szczyci się mianem najdłuższego w Europie. Przyznał, że warto zagrać pod Gdańskiem, ale zaznaczył jednocześnie, że hasło „najdłuższe w Europie” niekoniecznie przysporzy mu wielbicieli. - To nie jest najważniejsze. Wręcz przeciwnie – to może mu nawet szkodzić. Takie hasło wcale nie przyciąga ludzi do pola i to z pewnością nie argument, żeby do Postołowa przyjechać. Ludzie lubią pola trudne, ale fair - czyli takie, na których można grać zgodnie ze swoim handicapem. A jeśli ktoś w Postołowie zdecyduje się grać z najdłuższych tee, to przeżyje horror. Ja raz tak grałem i to nie była zabawa. Uważam, że to piękne pole i warto na nim zagrać. Trzeba jednak pamiętać, że w golfie nie odległość jest najważniejsza. Karą w golfie jest złe zagranie - do rough, do bunkra, do wody, ale karą nie powinno być proste, celne, lecz zbyt krótkie zagranie. A przecież nie każdy jest w stanie uderzać bardzo daleko.
Długość nie jest najważniejsza
- Oczywiście, na każdym polu powinien znaleźć się długi dołek. Ale dla mnie liczą się dołki, na których nagradzana jest przede wszystkim dokładność i precyzja. A w Postołowie są dołki, na których z trudem dobija się do fairway’a. Na świecie nie buduje się tak długich pól. Byłem ostatnio w Meksyku, na nowym polu Jacka Nicklausa – tam z białych tee dołki mają średnio 270m. Pole z długimi dołkami nie jest dla mnie atrakcyjne. A ja nie mam nic przeciwko, zwłaszcza jeśli udaje mi się birdie. A tak właśnie było na 450-metrowym dołku nr 6. Hyland miał par.
Á propos nowych pól. - Czekam na Modry Las, słyszałem dobre rzeczy o tym polu. Jestem go bardzo ciekawy. No i lubię Naterki (Mazury Golf & Country Club – przyp. red.) – z roku na rok jest tam coraz lepiej. I właśnie tam jest najlepszy dołek w Polsce kończący pole. Nigdzie nie ma tak trudnej 18-tki.
Dół może być fajny
W tym momencie rozmowy rozpoczęliśmy grę na wspomnianej wcześniej przez Hylanda „siódemce”. Króciutki dołek, na pewno Państwo go kojarzą – to chyba najczęściej prezentowany dołek Pebble Beach na wszelkiego rodzaju plakatach, w magazynach i reklamach. Green znajduje się na cyplu wysuniętym daleko w wodę. Po pierwszym uderzeniu obaj byliśmy kilka metrów od chorągiewki. Timothy Hyland – jak na Mistrza przystało – pokazał mi, czym jest prawdziwy backspin.
- Na naszych polach też jest kilka fajnych dołków. W Rajszewie lubię 15-tkę. W Rosie 7-kę – ciężki dołek z wodą. Trzeba uderzyć piłkę na co najmniej 230-240m, żeby ją przebić, a później jeszcze approach 150m. Bardzo ciekawy dołek. 9-tka też jest dobra – potrzebny jest precyzyjny drive, nie musi być nawet długi. Greenu strzeże woda. We Wrocławiu lubię „trójkę” - par 4. Po obu stronach greenu są bunkry, a jak uderzy się za mocno, to też źle. 9-tka też jest fajna – znowu liczy się precyzja, bo po lewej jest woda i po prawej też przeszkoda. Trzeba dwa naprawdę dobre uderzenia trafić. W Kraków Valley Golf & Country Club stan pola jest co roku coraz gorszy. Szkoda, bo to też ciekawe, wymagające pole. Tam lubię 2-kę i 9-tkę. 14-tka też jest OK – dog-leg w lewo, wąski fairway i do greenu nie zawsze łatwo jest oszacować odległość. Mój ulubiony dołek na Mazurach to 5-tka. Zwężony fairway przez wodę, a następnie approach na green, który znajduje się wśród drzew, na wzniesieniu – piękny dołek.
Podejrzewam, że Hyland mógłby tak jeszcze wymieniać i wymieniać, ale oto stanęliśmy na tee jego ulubionej „ósemki”. Zamilkł. Nawet w grze video dołek zrobił na nas wrażenie. Tak jak opowiadał – dołek skręca w prawo i leży nad samym brzegiem Oceanu. A wiadomo – woda przyciąga. Nasze obie piłki wylądowały w oceanie. – Gdy grałem go po raz pierwszy, to dałem się namówić na ścięcie zakrętu nad wodą. Wymagało to potężnego uderzenia i moja piłka spadła w przepaść. Za drugim razem już nie ryzykowałem, zagrałem 3-woodem na wprost, wzdłuż fairway’u. Następnym uderzeniem byłem już na greenie, po lewej stronie dołka. Miałem na tym dołku par i uważam to za sukces – wspominał sierpniową rozgrywkę Amerykanin. T ym razem miał bogey, ja podwójny.
Pomyłka!
Pebble Beach jest znane przez wszystkich golfistów na świecie. Nie dziwi mnie, że jeśli raz się tu zagrało, to chce się tu wracać. Wyobrażam sobie jednak, że są też pola golfowe, które mają swoją sławę i renomę, a które po odkryciu już tak nie przyciągają. Pewnie są też takie, które rozczarowują. - Tak, zdarzyło mi się to przynajmniej kilka razy. Ale wynikało z tego, że ludzie mają różne oczekiwania co do pól. Próbuję o takich polach zapomnieć. Ale jednym z tego typu rozczarowań była Penina w Portugali, gdzie nawet European Tour miał swój turniej. Dla mnie to pole okazało się nudne. Myślę, że szczególnie w Hiszpanii trzeba uważać – na Costa del Sol jest dużo pól, niektóre nawet zaprojektowane przez znanych designerów. Dla części z nich szkoda czasu i pieniędzy.
Dołek nr 9 okazał się trudnym… Szkoda gadać – obaj skończyliśmy go wynikiem +3. Na „dziesiątce” (par 4) znowu zepsułem dwa proste uderzenia i przypłaciłem to double bogey. Mój rywal miał bogey. Jedenasty dołek rozpoczął naszą wycieczkę w głąb lądu – to pierwszy od dawna dołek, który nie przylegał do brzegu.
- Kiedyś nie lubiłem pól typu links – suche, twarde, bez drzew, z piekielnie trudnym roughem, przysparzały mi wiele trudności. Dopiero gdy zacząłem grać lepiej, doceniłem je, a nawet polubiłem.
Number One
- Dla mnie bezsprzecznie numerem jeden wśród pól w Stanach jest Oakmount Golf Course, par 70. Ciężkie, chyba najtrudniejsze pole, z jakim się spotkałem. Na pewno ma najszybsze greeny, na jakich grałem. Bardzo wymagające. Tam nie ma łatwego dołka. Trzeba wszystko dobrze przemyśleć. Ale jest fair. Nie ma dziwnych dołków. Są za to wielkie bunkry i okropny rough – bardzo gęsty. Trzeba już trochę w golfa grać, by gra sprawiała satysfakcję.
Oakmount jest jednym z tych pól na świecie, gdzie grać mogą tylko wybrańcy. – Zagrałem tam, bo znajomy mnie zaprosił, a on sam jest członkiem tego klubu. Inaczej nie mógłbym tam nawet wejść. Podobnie było w Chicago na Rich Harvest Farms. Na tym polu odbędzie się Solheim Cup 2009. Klub ma 60 członków i nie przyjmują już więcej ludzi. I tu nie chodzi o pieniądze. Możesz mieć całą masę pieniędzy, a i tak nie zagrasz. Trzeba mieć kogoś, kto Cię wprowadzi. Oczywiście stan pola jest idealny – widać, że cały czas inwestują w pole. To jest cud.
U nas cudu na „czternastce” nie było. Dog-leg w prawo sprawił nam niemałe trudności. Próbując ściąć nieco zakręt, wpadłem do gigantycznego bunkra, a Hyland tuż przed greenem wpakował swoją piłkę w drugą piaskownicę. W rezultacie obaj dopisaliśmy sobie po jednym dodatkowym uderzeniu na tym pięknym par 5.
Kolejka na pole
W USA jest wiele pól, które zarezerwowane są tylko dla wielkich wydarzeń golfowych, a zamknięte dla zawodników z handicapem. W Wielkiej Brytanii natomiast nie ma większych problemów, by dostać się na pole, które było lub będzie gospodarzem tak prestiżowego The Open. - Muirfield, Carnoustie - można tam grać. Rzecz jasna, że nie bez ograniczeń - można wejść tylko we wtorki i czwartki. Co innego, jak jest się członkiem, ale żeby nim zostać, często trzeba czekać i 20 lat. Ojciec mojego znajomego wpisał go na listę oczekujących, jak był on jeszcze nastolatkiem. Członkiem został w wieku 30-kilku lat. I tu nie chodzi o pieniądze. Chodzi o prestiż.
Nie wiem jak to się stało. Na piętnastym dołku (niezbyt długim par 4) wystarczy precyzyjny, prosty i nawet niezbyt długi drive. Drugie uderzenie prowadzi prosto na green. Potem jeden lub dwa putty i po sprawie. Timothy Hyland idealnie wpasował się w ten łatwy schemat, wykonując jeden putt. Ja zaś wykonałem nędzny drive, następnie wpadłem do bunkra, by ostatecznie skończyć dołek dwoma bardzo kiepskimi puttami. Bogey.
Opowieści o najpiękniejszych polach świata powędrowały na stary kontynent. Wiem, że wyspy brytyjskie pełne są znakomitych, sławnych, często opisywanych pól, więc najbardziej ciekawiło mnie, które pole szczególnie upodobał sobie nasz amerykański Mistrz Polski na kontynencie.
Drugi Number One
- Najlepsze pole w Europie jest we Francji – Les Bordes. Trudno mi sobie wyobrazić, że jest gdzieś lepsze. Tam nie ma ani jednego słabego dołka. Część pola jest w lesie, część - całkowicie otwarta. Jest dużo wody, a tam gdzie jej nie ma, są bunkry, które w najlepszym razie zajmują 500m2 na każdym dołku. Niektóre bunkry są tak wielkie, jak niektóre przeszkody wodne, naprawdę olbrzymie. Cudowne pole! Hyland odkrył je 16 lat temu i od tamtej pory wraca tam każdego roku. Przyjeżdża do Les Bordes i zostaje na kilka dni. Nie rusza się poza teren pola, bo niczego więcej mu nie trzeba. - Tam wszystko jest najlepsze – jedzenie, widoki, atmosfera. Jeszcze nie było osoby, której by to pole nie oczarowało, wszyscy są zachwyceni. Wyjeżdżając stamtąd, wiem już kiedy wrócę i nie mogę się tego doczekać. W tym roku to będzie koniec maja. Lista jest już zamknięta, jedzie ze mną 16 osób.
Ale o co chodzi? Co go tam tak ciągnie? Przecież na świecie są tysiące pięknych pól. -To jest takie pole, które wymusza grę każdym kijem w torbie. I to właśnie dla mnie jest najlepsze. Trzeba się tu nieźle nagłówkować. Poza tym w Les Bordes ja naprawdę odpoczywam. Tam jest taki błogi spokój, nie ma na tym polu żadnych prywatnych domów, niczego oprócz domku klubowego i hotelu. Są takie chwile, że po prostu marzę , żeby tam zagrać.
Good bye Pebble
Rozmarzyliśmy się i niepostrzeżenie pokonaliśmy dwa kolejne dołki. I nie mogłem narzekać – na szesnastce zagrałem par (Hyland +1), a na przedostatnim uwinąłem się dwoma uderzeniami i zapisałem sobie birdie. Mój rywal nie miał tyle szczęścia – zagrał triple bogey.
Stanęliśmy na 18-tym tee. Czas pożegnać się z przepięknym Pebble Beach. Nadszedł też czas, by zapytać o golfowe marzenie. Mój rozmówca nie zastanawiał się długo. – Marzenie numer jeden to Augusta. Chciałbym choć raz móc zagrać w Auguście. Piękne marzenie, do spełnienia… najszybciej jednak w grze video.
Skończyliśmy rundę. Hyland z klasą – birdie na do widzenia. Mój finisz był znacznie mniej imponujący – bogey. Gdyby anulować wyniki z pierwszych trzech dołków naszej rozgrywki, byłby remis – 71. I chyba najlepiej, jeśli pozostanę z takim oto przekonaniem – zremisowałem z Mistrzem Polski Mid-Am na Pebble Beach. To mi w zupełności wystarcza.
TYPY HYLANDA
Najlepsze pola na świecie
USA
1. Oakmount Golf Course (par 70)
Gospodarz największej liczby turniejów wielkoszlemowych w Stanach, w tym ośmiokrotnie U.S. Open, pięć razy U.S. Amateurs, trzykrotnie PGA Championships i dwa razy U.S. Women’s Open. Prawdopodobnie najtrudniejsze pole golfowe w Północnej Ameryce. Charakteryzują je głębokie bunkry (210 na całym polu) oraz szybkie (czasami opisywane też jako śliskie) greeny. Wielokrotnie zaliczane do pierwszej piątki „America’s Top 100”.
2. Pebble Beach Golf Links (par 72)
Istnieje od 1919 roku. Czterokrotnie gościł zawodników U.S. Open. Wielokrotnie uznawane za najlepsze publiczne pole w Ameryce.
WIELKA BRYTANIA i IRLANDIA
1. Carnoustie Golf Club (Szkocja)
Jedno z najstarszych pól golfowych na świecie. Sześć razy rozgrywany był na nim British Open.
2. Royal County Down Golf Club (Irlandia)
Powstał w 1889 roku. Drugie najstarsze pole golfowe w Północnej Irlandii.
Uznawane za jedno z najlepszych pól na świecie.
3. Muirfield Golf Course (Szkocja)
Jeden z najbardziej ekskluzywnych klubów golfowych na wyspach.
Pole znane ze swoich bezlitośnie każących raughów i bunkrów.
4. Kingsbarns Golf Course (Szkocja)
Położone nad samym brzegiem morza, podczas II wojny światowej służyło za poligon wojskowy.
5. Royal Birkdale Golf Course (Anglia)
Typowy links. Gospodarz Walker Cup, Ryder Cup oraz Open Championships (osiem razy).
Nr 5 na liście Golf World wśród pól w Wielkiej Brytanii i Irlandii.
AZJA
1. Nirwana Bali Golf Club (par 72)
Zaprojektowane przez Grega Normana.
Trzy dołki leżą nad samym brzegiem Oceanu Indyjskiego.
2. Ria Bintan Golf Club (Indonezja)
Znajdują się tutaj dwa 18-dołkowe pola golfowe (oba par 72) zaprojektowane przez Gary’ego Playera. Jedno – Forest Course – znajduje się w dżungli, drugie – Ocean Course - jak sama nazwa wskazuje, leży nad brzegiem oceanu.
3. Blue Canyon Country Club (Malezja)
Jeden z najsłynniejszych klubów golfowych w Azji. Składa się z dwóch pól: Canyon Course (wybudowanego w 1991 roku) oraz otwartego osiem lat później Lakes Course. Na pierwszym z nich, Tiger Woods, jeszcze zanim został zawodowcem, ustanowił rekord pola dla amatorów – 71.
RPA
1. Leopard Creek Golf Course (par 72)
To ekskluzywne pole golfowe przylega do malowniczej Rzeki Krokodyli i Parku Narodowego Krugera. Reprezentuje sobą to, co najlepsze w południowo-afrykańskich polach golfowych: piękne krajobrazy i znakomity stan pola. Zamysłem projektanta pola – Gary’ego Playera było stworzenie Augusty w Afryce.
2. Pezula Championship Course and Golf Club
W 2001 roku – zaraz po otwarciu pola – zostało ono uznane za najlepsze nowe pole w Afryce Południowej. Leży na wysokiej skarpie, skąd rozciąga się niebotyczny widok na ocean.
Hyland golfista
• Urodzony: 30. XII 1958r.
• HCP: 4,6
• Klub: First Warsaw Golf & Country Club
• Najgorsza runda – nie pamięta
• Najlepsze rundy:
- Na Mauritiusie zagrał 72 uderzenia – równo z par. Miał 6 bogey i 6 birdie.
- Muirfield Golf Course (par 71) pokonał 73 uderzeniami (+2). Na dwóch ostatnich dołkach miał bogey.
• Hole-in-one: 1 (Kostaryka).
Tekst został opublikowany w pierwszym numerze magazynu "Golfmania", który ukazał się na rynku w lutym tego roku.
Aktualności
- Brylantowy Turniej A&A (03.06.2011)
- Marek Smolarz - pierwszy, Robert Rozmus - ... (26.05.2011)
- Turniej Krótkiej Gry SHORT – SAMSUNG Se... (28.04.2011)
- Single handicap jeszcze w tym sezonie ! (05.04.2011)
- Single handicap jeszcze w tym sezonie ! (05.04.2011)
- AKG organizuje Akademicki Puchar Polski 20... (23.03.2011)
czytaj wszystkie
Czytelnia

Golfowe zagłębie
Siedząc na tarasie domu w Estoril, w którym spędziłem dobrych kilka lat mojego życia, zaobserwowałem dość dziwne zjawisko... więcejKsiążka "ZEN Putting" w sklepie Golfmanii
Nowa książka autora bestsellera Zen Golf, złożona z prostych, a jednocześnie skutecznych technik służących osiąganiu więcej
KSIĄŻKA "ZEN GOLF" w SKLEPIE GOLFMANII !!!
Uwaga golfiści! W sklepie Golfmania.pl znajdziecie książkę "ZEN GOLF. Opanowując grę mentalną". więcej